wtorek, 20 września 2011

Świat Warszawy i Świat Ełku

Moje życie do niedawna bytowało w Warszawie. Tam się urodziłam, tam od zawsze mieszkałam. Lubiłam Warszawę i czułam jej klimat. Nie wyobrażałam sobie innego życia, bo tu wszystko jest, wszędzie blisko, mnóstwo rozrywki, znajomi, ale co najważniejsze - koncerty, koncerty, koncerty...
Na koncerty rockowe chodziłam bardzo często. Czasami co miesiąc, czasem częściej, a czasem rzadziej. To było moje życie szalenie wraz z tłumem, fale, pogo, nie wyobrażałam sobie mieszkania w jakimś małym miasteczku bo tam koncerty są bardzo rzadko, albo ich nie ma w ogóle.
W stolicy jest wszystko i kina i teatry itp. I nie trzeba się męczyć bo wszędzie zawiezie nas autobus, tramwaj i metro. No i są autobusy nocne i mnóstwo sklepów nocnych i Pałac Kultury i Starówka, różne pomniki, i Wisła, gdzie się chodziło pić ze znajomymi i mnóstwo wszystkiego.
A jednak obecnie mieszkam w Ełku... Co prawda męża poznałam w Warszawie i tam się urodziło Nasze dziecię, to jednak mąż wychował się i mieszkał w Ełku. Pokochałam to miejsce, choć często czuję się inna, że coś robię takiego co mnie wyróżnia wśród Ełczan, że wszyscy wiedzą, że nie od urodzenia tu jestem. Tu jest bardzo ładnie i spokojnie, małe miasteczko gdzie nie ma nocnych autobusów, tramwajów i metra. Zdziwiłam się, że tu są koncerty znanych osób, wprawdzie są rzadko, tak około raz na miesiąc ale są. Ale faktem jest, że jak była Coma tu gdzieś jakieś pół rocku temu, kiedy byłam w ciąży i nie mogłam pójść, to teraz pewnie tu dopiero za kilka lat będzie. Obecnie czekam z niecierpliwością na coś czego słucham by się wyszaleć na koncercie.
Są tu też festyny, jedyne kino ostatnio zamkneli! :( Nie ma nocnych autobusów.
Dla mnie obecnie najgorsze jest to, nie, nie koncerty, ktore kiedyś były dla mnie wszystkim, teraz mam rodzinę, ale najgorsze jest to, że nie mam tu żadnych znajomych!!! Każdego dnia myślę, że może poznam dziś moją przyszłą przyjaciółkę. Mimo to jest tu pięknie i podoba mi się tu, a potem ten szok przyjeżdzając do Warszawy czuję się jakbym przyjeżdzala do Nowego Jorku, tak tyle tam ludzi, tyle wierzowcow itp, poza tym przy tej rozlące ze stolicą tesknię do tamtejszej rodziny i mam leprzy stosunek do niej niż mam ją na codzień.
My cały czas szukamy własnego kątu, już czy to będzie Warszawa czy Ełk, czy coś zupełnie innego to się nie liczy, najważniejsze jest to by mieć naprawdę własne mieszkanie, nie u rodziców, nie wynajmowane, ale takie naprawdę tylko Nasze...
Warszawa

Ełk
Jest taka malutka mozliwość nabycia kawalerki gdzie mieszka mój ojciec, Bo on tam ze swoją niewidomą matką mieszkał, ale ona ostatnio umarła, a że ojciec i tak codziennie jeździ do mojej matki, bierze ją do sklepu, karmie żółwia itp bo jej albo się nie chce albo nie jest w stanie to zrobić, poza tym tam niedaleko ma pracę, więc mógłby tam on zamieszkać w końcu się zeszli znowu, poza tym czy będzie go stać na płacenie dwóch czynszy i rachunków? wcześniej jego matka jedne płaciła, a moja stara nie pracuje, ma rentę. My uważamy, że to jest świetny pomysł, tylko, że trzeba zainwestować w tamto mieszkanie bo nie ma tam światła w pokoju, wanna przecieka, jest zimna woda tylko i pralka nie podłączona i trzeba całe mieszkanie pomalować. Poza tym tyle tam jest śmieci i szmat w tym mieszkaniu bo ta jego matka, lubiła wszystko zbierać, że ojciec teraz wyrzuce te niepotrzebne rzeczy, tyle że on jest tak flegmatyczny i wszystko robi powoli, że to mu może i ponad dwa lata zająć jak mu nikt nie pomoże. A my jesteśmy w Elku.... jeśli byśmy mieli gwarancję, że odstąpi Nam ojciec to mieszkanie, to byśmy tam przyjechali i codziennie pomagali mu w tym wszystkim...

poniedziałek, 5 września 2011

blogi niczym nowoczesne seriale

a czym są dla mnie blogi?
blogi to coś więcej niż czytanie opowieści innych, to jest dla mnie atrakcyjna rozrywka, nie korzystam z telewizora bo nie mam jak, więc zamiast oglądać sobie kolejny odcinek Na Wspólnej, czytam blogi, dla mnie są niczym seriale jestem cały czas na bieżąco z wydarzeniami blogujących, ale to coś innego niż seriale w telewizji, bo to naprawdę się wydarza, a nie jest wymyślone przez jakiegoś reżysera, poza tym to nie wszystko, z postaciami z seriali telewizyjny nie da się nawiązać kontaktu, a tu z osobami, ktorych regularnie czytam mam kontakt, oni znają mnie, ja ich, odwiedzamy się nawzajem wirtualnie w blogach, komentujemy swoje wypociny, a także z niektórymi mam kontakt na gg, esemesowy, czy portalowy, co nie jest mozliwe z wymyślonymi postaciami w telewizji.
Poza tym ja tworzę tak jak teraz tutaj, mam śwadomość, że ktoś mnie czyta, lubi moje wpisy i polubił mnie, czytając moje posty. Jest to też dla mnie forma terapii, mogę pisać o swoich lękach, mogę się rozładowywać, a także realizuję się literacko pisząc, tak jak teraz, ale na innym blogu piszę swoje wiersze.

Zapraszam serdecznie do odwiedzania mnie na tym blogu, a także  na blogu mojego synka i blogu z moimi wierszami
Miłego czytania!!!!

czwartek, 1 września 2011

Życie ze schizofrenią

nie... ja nie mam schizofrenii, nigdy jej nie miałam i pewnie mieć nie będę. Jednak schizofrenia zawładneła moim życie i stałam się jej ofiarą.

ja jestem żoną chorego na schizofrenie. Mimo, że do tej pory od kiedy się znamy Pani Psychoza nie zastukała Nam do drzwi i nie zrobiła chaosu. Ja po cichu wierzę, że ona już umarła i nie będzie nawiedzać już nigdy Naszej rodziny. Tak więc nie poznałam jej smaku i nie mam pojęcia jak mąż może się zachowywać pod jej wpływem, mimo, że mi bardzo często o tym opowiada, to jednak nigdy nie widziałam męża w takim stanie, innych tak np na ulicy, nie jego.

Mimo, że Nasze drzwi są zamknięte przed Panią P, to jednak nie żyje Nam się normalnie, męża dopadają leki przed wyjściem z domu czasami, przed pracą itp. Dla mnie jako żona osoby zaatakowanej przez schizofrenię, też w tym uczestniczę. Michała chorobliwa zazdrość daje o sobie znać chyba każdego dnia. Stale są napięcia między Nami, ostatnio już coraz większe bo ja mam już tego dosyć, tej chorej zazdrości, mnie też to męczy. Mąż jest pewny, że ja się stale spoglądam na jakiś młodych mężczyzn, gdzieś na ulicy. Ok, kilka razy mi się tak zdarzyło mąż o tym wie i już tak nie robię, jestem mu bezgranicznie wierna, dlaczego więc mi nie ufa???!!!!!! Dochodzi do tego, że jadąc autobusem wybieram specjalnie tylko te miejsca siedzące gdzie nie ma żadnych młodych facetów, czasem np nogi mnie bolą to usiądę w takim miejscu, ale dlatego, że mnie nogi bolą a nie, żeby się patrzeć na kogoś!!!!

Może jestem bi, czy to znaczy, że nie wolno mi nawiązywać kontaków z dziewczynami? jakoś o dziewczyny nie jest zazdrosny...

Wczoraj mieliśmy taką sytuację. Wracaliśmy do domu z Warszawy i jechaliśmy pociągiem, jak tylko weszliśmy poszłam szukać miejsca siedzącego dla Nas w przedziale, szukałam takich miejsc gdzie przedział nie jest zatłoczony i nie siedzą żadne zgredy tylko młodzi ludzie, a najlepiej jak młodzi ludzie z dzieckiem, bo wtedy jest ciekawie, małe dzieci potrafią rozbawić każdego, coś się dzieje i szybciej mija czas w podróży. Jednak oczywiście między Nami było strasznie wielkie napięcie, on wybrał akurat ten przedział ze zgredami, normalnie czułam się jak w trupialni wśród samych starców.

Podobnie było w Warszawie jak się spotkaliśmy z naszym wspólnym kolegą. Michał był strasznie zazdrosny bo stałam bliżej tego kolegi niż jego. A przecież ten znajomy był świadkiem na Naszym ślubie!!!! Naprawdę nie wiem co mam robić, czuję się bezradna, najgorsze, że nie mam się komu zwierzyć bo nikt nie ma podobnej sytuacji więc mnie nie zrozumie, najlepiej jakbym chodziła na jakąś terapie dla rodzin osób ze schizofrenią, wtedy nie czułabym się taka bezradna i wiedziałabym jak reagować mam. Przecież nie krzyknę na męża bo boję się, że się przez to dużo gorzej poczuje i będzie miał psychozę, a tego ja nie chcę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! więc tłumię te wszystkie negatywne emocję w sobie, byle tylko mu nie zaszkodzić, sama się leczę psychiatrycznie na depresję, więc ciężko mi z tym wszystkim. Kocham nieśmiertelnie go i chciałabym by takiej chorej zazdrości nie odczuwał. Wychodzimy gdzieś na spacer i to normalne, że się tak niechcący spojrzę na kogoś czy to na jakieś dziecko czy to na jakiegoś chłopaka, starca czy dziewczynę, nie jest sposobem nie spoglądanie na spacerze na ludzi, których jest wszędzie w koło, więc jest zaraz napięcie, że się spoglądałam na kogoś. Jest jedyne rozwiązanie, żebym nie dostrzegała nic wokół, po prostu żeby mi ktoś oczy wydłubał....

 Jeszcze jest jedna sprawa. My jesteśmy z daleka od wszelkich nałogów, dla męża i dziecka przestałam palić, już od bardzo dawna nie upijam się, ale od czasu do czasu mogłabym wypić sobie jedną butelkę Karmi, to ma przecież 0,1 procenta!!!!!!!!!!!!!!!!!, to to już przesada, teraz właśnie jest napięcie między Nami, że chcę sobie Karmi kupić, przecież to jest sprzedawane nawet dzieciom!!!, czy było kiedyś napięcie bo zjadłam rogalika 7days, który zawierał śladowe ilości alkoholu...

Michał też sprawdza mi smsy czy mejle...